Piszę do Pani, Pana w bardzo nietypowej sprawie...
1 października 2004
Anna Meller
W codziennej poczcie znaleźć się mogą listy nieproszone i niezwykle, bo opisujące historie, o jakich nam się nie śniło.
Czwarty sierpnia: pisze do mnie Francis Ben, najstarszy syn doktora Enagua Bena z Zimbabwe.
Ten list może być dla ciebie zaskoczeniem - ostrzega w pierwszym zdaniu, po czym wyjaśnia skwapliwie nietuzinkowe wydarzenia z życia jego rodziny:
Mój ojciec był najbogatszym rolnikiem w państwie i najzacieklejszym opozycjonistą wobec rządów Mugabe. Został zamordowany, ale przed śmiercią zdołał przelać na europejskie konto 15,5 mln dolarów. Proszę, pomóż mi je odzyskać - prosi Francis, w zamian oferując 15% wspomnianego majątku.
Jego oferta jest jednak najmniej atrakcyjna spośród tych, które nieproszone zjawiły się w mojej skrzynce. Prześladowany w Holandii nigeryjski emigrant proponuje mi 20% z 18 mln dolarów, którymi prawie że już dysponuje, wystarczy tylko moja pomoc w transferze pieniędzy. Jeszcze więcej chce zapłacić dyrektor nigeryjskiego banku, walczący z emerytowanym majorem Kalu Uke Kalu, który stoi na drodze dokonanej w Europie transakcji na 20 mln dolarów. Biedny, sponiewierany dyrektor łamaną angielszczyzną błaga o podanie numeru telefonu, faksu i bezpiecznego adresu e-mail, abyśmy mogli omówić szczegóły.
Tak, takie historie chwytają za serce... Spam nigeryjski - wysyłany przez afrykańskich oszustów do setek losowo wybranych osób - wręcz prosi się o przeczytanie.
Biorę drugi łyk kawy, bo program zawiadamia o kolejnym pakiecie odebranych e-maili. Tym razem pisze do mnie Franca Udiagle:
jestem kobietą z Tunezji, która właśnie przebywa w szpitalu. Dziewięć lat temu poślubiłam doktora Abdulmalika Udiagle, nigeryjskiego ambasadora w Malezji, który umierając zostawił mi w spadku 27,6 mln dolarów. Zostało mi 6 miesięcy życia, poszukuję osoby, która łaskawie zajęłaby się moim majątkiem i przeznaczyła go na pomoc biednym, sierotom i wdowom. Przekonaj mnie, że to właśnie tobie powinnam oddać moje fundusze - zachęca w bogobojnym tonie Franca. Ta dramatyczna historia zatytułowana jest "Krzyk o pomoc". Oszustom nie można odmówić finezji, no i przede wszystkim fantazji - takich e-maili od nigeryjskich "biznesmenów" przychodzą setki, jednak każda z historii jest inna, okoliczności odmienne, a życie bohatera coraz bardziej zagmatwane. I chociaż żyje się coraz szybciej, odpowiada się na e-maile coraz prędzej i lakoniczniej, warto choć chwilę poświęcić na przeczytanie nigeryjskiej, bądź co bądź, frapującej historii. Bo to prawie jak egzotyczna "Opowieść tysiąca i jednej nocy", tyle że w pigułce.
Komentarze
Redakcja NetWorld nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.
Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy...